Czy miłość istnieje?? Czy to tylko kolejny mit wymyślony by ludzie w to uwierzyli? Ja tam nie wiem...
Jestem Amy. Mam 18 lat i mieszkam w Californi. Mam dużo przyjaciół i w ogóle wszyscy mnie lubią, ale ciągle czuje w sobie jakąś pustkę. A trwa ona od zakończenia gimnazjum. Wszystko zaczęło się od tego, że w drugiej klasie gim zakochałam się w pewnym chłopaku. Miał na imię Jerry i chodził do równoległej klasy. Bardzo mi się podobał. Chciałam zrobić ten pierwszy krok, ale nie miałam odwagi. Może dlatego, że on kochał inną. W 3 klasie było to samo. Ale coś się zmieniło. On zaczął na mnie inaczej patrzeć itd. Myślałam, że coś się zmieniło, ale byłam w błędzie. Na drugi dzień ujrzałam Jerrego całującego się z inną. Moje serce pękło, wpadłam w depresję. Wszyscy mnie pocieszali, ale to nic nie dało. 3 miesiące później poprosił mnie o chodzenie. Ja głupia się zgodziłam. Byliśmy szczęśliwą parą, do czasu. Pewnego dnia przyłapałam go w łóżku z tą samą dziewczyną, z którą się całował. Moje życie w tamtej chwili straciło sens. Ciągle płakałam, nawet próbowałam sobie podciąć żyły. I wtedy zaczęłam słuchać rocka i metalu. To była moja ucieczka od bólu, który rozrywał mnie od środka...
Z czasem moje rany się zagoiły. Znów się uśmiechałam, poznałam nowych przyjaciół, ale ta pustka wciąż we mnie jest. Tak chyba będzie do końca mojego życia...
- Amy wstawaj !! - usłyszałam krzyki mojej mamy z dołu - Spóźnisz się do szkoły !
- Co... A szkoła ! Która jest? - zapytałam zaspanym głosem.
- 7.30. Ruszaj się z łóżka!
- Co ?!?! - krzyknęłam zrywając się na równe nogi. - Super, znów się spóźnię do szkoły.
Wyszłam z pokoju i poszłam do mojej łazienki. Wzięłam szybki prysznic, umyłam zęby i obwinięta ręcznikiem wróciłam do pokoju. Stanęłam przed swoją wielką szafą i zaczęłam się zastanawiać co ubrać. Po krótkim namyśle ubrałam się w to. Zrobiła sobie lekki make-up i zeszłam na dół. Była 7.40, więc miałam jeszcze czas.
- Cześć wam. - przywitałam się z rodzicami.
Mama akurat podlewała kwiatki, a tata sprawdzał coś na tablecie.
- Cześć kochanie. - powiedzieli jednocześnie.
Zajrzałam do lodówki i wyjęłam z niej budyń czekoladowy. Usiadłam przy stole i zaczęłam jeść.
- Dzisiaj wieczorem Villains zagra koncert. - oznajmił mój ojciec - Na stadionie w mieście obok.
- Spoko. Reszta zespołu już wie?
- Tak, o 19.30 zaczynacie. Bądź gotowa.
- Okey - rzuciłam i skończyłam jeść.
Chwilę później poszłam na górę. Znalazłam swoją torebkę i spakowałam do niej telefon, portfel, słuchawki, gumy i klucze. Zeszłam do kuchni, pożegnałam się z rodzicami i wyszłam z domu.
Była 7.55. Szłam spacerkiem, bo i tak byłam spóźniona. Z resztą nie pierwszy raz.
Wyjęłam telefon ze słuchawkami i puściłam muzykę. Ta piosenka zawsze dodaje mi sił. Nim się obejrzałam, byłam już w szkole. Jak zwykle spóźniona.
Podeszłam do szafki i spojrzałam na plan lekcji.
- O fuck ! - powiedziałam do siebie.
Pierwsza jest matma, którą tak bardzo kocham. -,- Tak samo jak nauczyciela przedmiotu.
Wyjęłam książki i poszłam do sali 308, w której są "numerki". Na wejściu powitał mnie Johannson (nauczyciel).
- Panna Amy ! Witam. - zaczął zgryźliwym tonem - Minęło 15 minut lekcji. Jak na panią to niezły wynik. Gdzie pani była??
- Nie Twoja sprawa. - warknęłam - A teraz suń się gostek, bo chcę przejść.
- Że co proszę ?? Jestem NAUCZYCIELEM - rzekł facio. - Może grzeczniej.
- Przepraszam panie psorze - i zrobiłam minę zbitego psa - Chciałam powiedzieć: Rusz to swoje tłuste dupsko, chyba że potrzebujesz czołga, by cię przesunął??
- Zostajesz dzisiaj w kozie!
- I co jeszcze ?? Może frytki do tego ??
Joh chciał coś jeszcze powiedzieć, ale w ostatniej sekundzie się powstrzymał. Ja zajęłam swoje miejsce obok Amandy, a klasa dalej dusiła się ze śmiechu.
- Siema! Masz coraz lepsze wejścia. - oznajmiła z bananem na twarzy.
- Siema! No wiem - odparłam z uśmiechem.
Przez resztę lekcji panował już spokój nie licząc stosu liścików, które dostałam od moich wielbicieli. Zaczyna mnie to już wkurzać...
- Villains gra o 19. 30 koncert niedaleko nas. - oznajmiłam przyjaciołom - Liczę, że będziecie na nim.
- No pewka - ucieszył się Rob.
- Kiedy będziecie nagrywać nową płytę? - spytała Amanda.
- Nie wiem, póki co nie mam żadnej weny twórczej.
- A może coś o miłości??
- Niee, wiesz że nie wierzę w miłość.
- Znowu mówisz o Jerrym ?? - wtrącił się Rob - Ten dupek nie był Ciebie wart.
- Poza tym był gruby - dodała Amanda.
- Am, on wcale nie był gruby. Nie chcę mówić ile ten twój, jak mu tam leciało... Paweł miał pryszczy.
- Ta, jasne. Może i miał pryszcze, ale był ładniejszy. Kochało się w nim mnóstwo dziewczyn, a w Jerrym??
- Daruj se. On dla mnie zawsze pozostanie kimś ważnym
Nastało milczenie. Amanda nie poruszała tematu Jerrego, a ja byłam jej za to bardzo wdzięczna. Nagle z za rogu wyłonił się mój dom.
- Okey, ja się ulatniam. - powiedziałam do przyjaciół - przyjdźcie o 19.00
- Paa - odparli jednocześnie.
Weszłam do domu i zastałam w nim tylko tatę. Mama pewnie znowu musiała gdzieś pojechać.
- Cześć tato. - przywitałam się i rzuciłam torbę w kąt.
Zjadłam szybko obiad, który na mnie czekał i poszłam na górę. Wzięłam szybki prysznic, ubrałam się w ubrania (w tym bluzkę z logo zespołu), umalowałam się i uczesałam. Była już 18.00. Nie miałam za wiele czasu, więc zaczęłam prędko rozgrzewać głos. Nim się obejrzałam, wybiła 19.
- Amy ! Zbieraj się - usłyszałam wołanie taty z dołu.
Zeszłam szybko po schodach do przedpokoju. Przyjaciele i tata już na mnie czekali.
- Okey, możemy jechać. - rzekłam.
Wyszliśmy z domu i wsiedliśmy do naszej limuzyny z nazwą zespołu. Jechaliśmy dokładnie 8 minut. Na miejscu pospiesznie wyszliśmy z pojazdu i udaliśmy się na stadion. Był tam tłum ludzi, mniej więcej w moim wieku. Wszyscy na mój widok zaczęli piszczeć itd. Rozdałam kilka autografów i poszłam za kurtynę na scenie.
- Siema - przywitałam się z zespołem.
- Jo Amy - odpowiedzieli jednocześnie.
Każdy robił ostatnie poprawki. Gitarzysta Jeff obciągał odpowiednio struny, perkusista Jack zajmował się bębnami itd. Ja akurat poprawiałam swój make up, gdy zjawił się mój tata.
- Wchodzicie za 2 minuty. - oznajmił.
Zajęliśmy swoje miejsca i po 30 sekundach podniosła się kurtyna. Trochę się stresowałam, ale słysząc oklaski nabrałam pewności siebie.
- Gotowi na ostre granie ?!?! - wydarłam się na całe gardło.
- Tak !! - odkrzyknął tłum.
I zaczęło się. Zaśpiewałam nasz największy hicior "Always there for you". Potem jeszcze kilka piosenek i koncert zbliżał się do końca.
Fani chcieli bisu, więc graliśmy jeszcze 5 minut. Po tym usłyszeliśmy bardzo głośne wiwaty. Kurtyna opadła, a my zeszliśmy ze sceny.
- Było zaje, dzięki. - powiedziałam do ekipy.
- Spoko, sama przyjemność. - odparli jednocześnie.
Wszyscy wyszli zza kulisów i udali się w kierunku wyjścia.
Ja wyjęłam swój telefon z kieszeni i zobaczyłam, że dostałam sms. Tak brzmiała jego treść: "Jesteś skończoną dziwką. Koncert nawet nawet, ale uważaj jutro w szkole bitch".
Ja prdl, jakiś gostek ciągle wysyła mi takie sms-y. Mam to w dupie, ale zaczyna mnie to już wkurzać.
Ej, a w ogóle to gdzie jest Amanda? No nic, pewnie już poszła.
Zeszłam na dół, gdzie jeszcze było pełno ludzi. Zaczęłam się rozglądać w tłumie za przyjaciółką, aż nagle jakiś koleś mnie przewalił przechodząc.
- Kurde patrz jak łazisz cioto - wrzasnęłam do niego.
Ten się odwrócił, a ja ujrzałam jego twarz... To był...
Elo ;**
W końcu napisałam ten przeklęty prolog ;D Podoba się?? Pisać w komentarzach ;)
Wiecie, mam już dwa blogi, ale one są inne niż ten... Pierwszy raz piszę coś takiego, ale mam nadzieję, że nie najgorzej. ^^
Rozdział postaram się napisać jak najszybciej. Gdyby ktoś miał jakieś pytania, niech pisze na Ask'u. Link:
http://ask.fm/PikachuuPikaPika
Pozdr. Caroline ;**
Poprostu nie potrafiłam opanować smiechu jak była mowa o Pawle, moze jeszcze miał skośne oczy i włosy tłuste jak kabanosy? HHAHAHAHAH :D
OdpowiedzUsuńNooo będzie ciekawie ;)
OdpowiedzUsuńSory że wcześniej nie napisałam koma. I teraz tego żałuję , bo blog jest świetny.
Tylko jak pisałam trudno mi wyobrazić Leo do tego Leo starszego. (Może to dlatego , że te zdjęcie jest stare i wygląda tak młodziutko) ale tak to wszystko jest spoko =)
To wait on next :P ♥♥♥♥ ♡♡♡♡ x)